Petit mafia od ponad miesiąca wciąż przebywał w szpitalu. Nabuzowany ciągle wrzeszczał, aby go wypisali ponieważ nie chciał tu przebywać ani dnia dłużej. Wszyscy jednak nauczyli się ignorować to nieszczęsne jęczenie. Sam byłem zdumiony, że tak długo go trzymali. Rany praktycznie zagojone, nie posiadał żadnych obrażeń. Zdrowie psychiczne zostało nienaruszone. Podejrzewałem szefa o maczanie w tym palców ponieważ każdy zostałby po takim czasie wypuszczony. Coś mu zagrażało i Mori doskonale o tym wiedział. Gdyby w ostatniej chwili nie wysłał mu posiłków, Nakahara mógłby skonać w agonii, której ja niegdyś nie chciałem odczuwać. Wykrwawiłby się na śmierć. Pozostaje pytanie; skąd szef wiedział o liście i spotkaniu? Chłopak nie był skory do przechwałek, nikomu go nie pokazywał. Gdybym mógł, zapytałbym go. Pozostało tyle niewyjaśnionych spraw, a tak mało czasu. Przez cały pobyt nie zamienił ze mną ani jednego słowa. Pisałem na kartce różne rzeczy, a on na nie nie reagował. Tak jakby chciał wyprzeć z pamięci moją obecność. Zauważyłem jak wstał i zaczął iść w kierunku drzwi. Wystawiłem rękę w kierunku wejścia, aby podmuch wiatru zmroził go od stóp do głów.
Czyli jednak nie zapomniał. Poszedłem tuż za nim, śmiejąc się przy tym cicho. Duch chadzający za byłym partnerem nawet do toalety. Doprawdy zabawna sytuacja. Tuż przed nami stanął wielki oraz gruby mężczyzna ubrany na czarno. Po minie rozpoznałem, że napotkał kogoś, kogo tutaj szukał. Prawdopodobnie należał do Czarnych Róż. Oboje stanęliśmy jak wryci i spojrzeliśmy na tego goryla. Zapewne został wysłany do szpitala, by sprawdzić czy przeżył, a jeśli tak to miał jak najszybciej zakończyć jego nędzny żywot. Niestety niebieskooki wyszedł mu jak na spotkanie. Już miałem zobaczyć najstraszniejszy scenariusz jaki powstał mi w głowie, lecz przeciwnik tylko rzucił w naszym kierunku jakiś świstek, po czym ruszył w stronę wyjścia. W tym momencie oboje nie rozumieliśmy zaistniałej sytuacji. Rozeznałem to po minie chłopaka, który wyglądał na kogoś, kto nie wiedział co się właśnie w tej chwili stało. Powoli podniósł papier i wrócił do sali.
Czyżby kolejny list od od tej nieszczęśnicy?
— Ta. I tak prędzej czy później ją dopadnę.
Tak w ogóle to czemu mnie ignorowałeś?
— Ponieważ byłeś i jesteś idiotą. Czy ty nie rozumiesz, że jesteśmy w miejscu publicznym i ani ja, ani inne osoby cię nie widzą? Wezmą mnie za wariata!
Czekaj...a ty to nim czasem już nie jesteś?
— Zamknij się kupo ektoplazmy!
Nie wiedziałem czemu, ale odetchnąłem z ulgą, kiedy wróciło jego stare dobre poczucie humoru. Jak był nie w sosie, zawsze go drażniłem, by dobra passa znów do niego przylgnęła. Mniejszy rozwinął kartkę i zaczął ją wertować wzrokiem. Ja w tym czasie patrzyłem na jego osobę, skupioną na czytaniu treści. Nie mogłem oderwać wzroku, nigdy nie widziałem u niego takiej koncentracji. Zwykle go rozpraszałem, a teraz musiałem przyznać że bez mojej pomocy również potrafił robić to co my wcześniej. W pewnym sensie rozpierała mnie duma. Brakowało mi naszych wspólnych misji, pomimo relacji uwielbiałem z nim pracować, ba! Zawsze liczyłem na to, że boss wkrótce wyśle nas na kolejną misję, na której pokażemy prawdziwe oblicze. W pewnym sensie zacząłem żałować, że popełniłem samobójstwo. Kiedy skończył czytać, zgniótł skrawek i rzucił go prosto w ścianę naprzeciwko. Sądząc po tym, treść jaka była tam zawarta mocno nim wstrząsnęła.
— Pieprzony szef! - jego krzyk było słychać aż na korytarzu. Chwyciłem kulkę i zacząłem czytać. Nic dziwnego, że poniosły go nerwy. Tutaj było napisane, że Ougai od samego początku wiedział o całym zajściu. To on dał namiary przeciwnikowi, przez niego został ranny.
— Muszę natychmiast stąd wyjść - syknął, po czym wstał i w zadziwiająco szybkim tempie opuścił pomieszczenie. Nie miał wypisu więc pozostała mu ucieczka. Ubrany był tylko w szpitalną piżamę, wszystkie jego rzeczy zostały w mieszkaniu bądź przepadły podczas walki. Chuuya niczym ninja omijał personel jak i innych pacjentów. Kiedy miał okazję chował się w pustych salach lub składzikach, jego zapał był naprawdę imponujący. Prawie go nakryto, jednak w ostatniej chwili w miarę swoich możliwości odwracał uwagę delikwenta i korzystając z okazji uciekał najdalej jak tylko mógł. Będąc już przy wyjściu, został zauważony przez dwie pielęgniarki, które zaraz ruszyły za nim w pościg. Coś tam mamrotały, krzyczały jednak nie zdołały go dogonić. Wreszcie bez skrupułów opuścił ten przeklęty budynek i wrócił do swojego mieszkania, aby odziać coś bardziej przyzwoitego niż to coś, co miał na sobie. Nie rozpierała go duma, wręcz przeciwnie. Przygaszony zamknął za sobą drzwi oraz zniknął za przejściem do sypialni. Stamtąd nie wychodził przez dłuższy czas. Zaniepokoiło mnie to więc postanowiłem zajrzeć, by sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. O dziwo już przebrany leżał nieruchomo i beznamiętnie patrzył na śnieżnobiały sufit. Wyczułem, że jest czymś zajęty, a przynajmniej jego myśli. Czyli z powrotem miał zamiar zamknąć się w czterech ścianach. W końcu jego powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu zapadł w głęboki sen.
***
Widziałem go stojącego w oddali. Patrzył na bezkresną nicość, która go otaczała. Nie wykonał ani jednego ruchu, był niczym posąg. Stanąłem tuż za nim i głośno westchnąłem. Jak na zawołanie mężczyzna spojrzał w mą stronę swym beznamiętnym wyrazem twarzy. Patrzyliśmy na siebie tak od dłuższego czasu nieruchomo, w milczeniu. Miałem wrażenie, że słyszę bicie jego serca. Zrobił dwa kroki do przodu po to aby odległość między nami dzieliła tylko dwa centymetry. Wyglądał na skruszonego, wręcz zmęczonego życiem. Nie wytrzymałem i ukryłem go w swoich objęciach, a ten najwidoczniej nie zamierzał protestować. Sam nawet oddał czuły uścisk, widocznie tego potrzebował.— Dlaczego? - to pytanie wyleciało z jego ust tak niepostrzeżenie, tak cicho, że gdybym nie był duchem, nie usłyszałbym go.
Spojrzałem na niego pytająco, aby dać mu do zrozumienia iż nie rozumiem o co mu chodzi.
Ten cichy głosik zamienił tonację, był pełny rozczarowania oraz goryczy. On najnormalniej na świecie za mną tęsknił. Za swoim partnerem, który go wiecznie wkurzał. Chłopak w tej chwili wyglądał na słabeusza, na kogoś kto potrzebował czyjejś ochrony. Przez moment zaczęły mnie gnębić wyrzuty sumienia.
— Nieprawda. To przez Odę, tak?
— Nie twierdzę, że nie.
Oczy zabłysły mu niczym dwa małe świetliki i zrobił gniewną minę.
— Doskonale wiedziałeś...wiedziałeś iż od samego początku darzę cię pewnymi uczuciami, a ty tak po prostu postanowiłeś sobie umrzeć! - walnął mą osobę z całej siły pięścią w klatkę piersiową. Syknąłem z bólu, lecz patrzyłem na niego cały czas. Miał rację. Od bardzo dawna wiedziałem, że mnie kochał. Ta nienawiść była przykrywką, próbował zataić to wszystko. To, co tak naprawdę nim kierowało. Miało to sens, gdyż nie raz wyglądał na zmartwionego, kiedy wracałem z misji cały poharatany. Mimo iż zawsze się tego wypierał, wiedziałem że jest inaczej. Dla świętego spokoju robiłem wszystko, aby szło po jego myśli.
— Hah, czyli cię zmartwiłem - pogłaskałem go delikatnie po głowie. Dostałem z całej siły z liścia, nic dziwnego ponieważ cały czas go oszukiwałem.
— Wolałeś spędzać czas ze swoim przyjacielem, a mnie odsunąłeś na drugi plan! On zostawił ciebie, a ty mnie!
Krzyczał, a ja mu na to pozwoliłem. To jedyny sposób, by mógł uspokoić swoje nerwy. Krzyk oraz płacz, najskuteczniejsze lekarstwo. On tylko wrzeszczał i dalej tkwił w mych ramionach. Odsunąłem go od siebie, po czym złapałam za podbródek. Uniosłem jego twarz lekko do góry, zbliżyłem się i złożyłem na ustach chłopaka czuły, lecz krótki pocałunek. Było to jak wybawienie ponieważ przestał rzucać wyzwiskami na prawo i lewo.
— Uspokój się Chuuya. Wiele razy myślałem o nas i mimo iż mamy okazję porozmawiać tylko tutaj to chcę, żebyś wiedział że ja nie byłem skory do zabaw twoimi uczuciami. Nigdy tego nie robiłem, nie byłem pewny tego co ja do ciebie czuję.
Spojrzał na mnie jak na jakiegoś przygłupa. Znowu pomyślał, że żartuję więc ponownie mnie uderzył. Następnie podszedł i spojrzał mi prosto w oczy.
— Jeszcze raz usłyszę od ciebie takie kłamstwo, a "zapomnę" o tobie jak o zeszłorocznej misji, na której o mało co nie zginęliśmy przez ciebie!
Puściłem do niego oczko, a zaraz po tym wszystko zniknęło, co było spowodowane pobudką rudzielca. Ze snu wybudził go dzwoniący telefon. Niemrawo popatrzył na otoczenie oraz z niechęcią wziął w dłoń urządzenie, które wydawało przerażająco głośny sygnał. Przystawił je do ucha, by w słuchawce usłyszeć znajomy, ochrypnięty głos.
***
— Och to ty. Po co do mnie dzwonisz o tej porze?
— Wieść o twojej ucieczce ze szpitala rozniosła się bardzo szybko. Czy ty czasem nie przeginasz? - westchnął Akutagawa,
— Męczy mnie twoje gadanie. Po co do mnie wydzwaniasz?
— Szef jest wściekły przez to, że nabroiłeś.
— A i dzwonisz tylko po to, aby mi o tym powiedzieć? Takie pieprzenie o nim gówno mnie obchodzi. Za to co zrobił powinien zdechnąć.
Czarnowłosy milczał przez chwilę. Najwidoczniej ta wiadomość wprawiła go w osłupienie, gdyż nie znał powodu dla którego Nakahara tak powiedział. Znał go dość długo i sądził, że jest mu wierny. Przecież jak nikt inny stał murem za nim jak i całą Portową Mafią, teraz był kompletnie inny, nie poznawał go.
— Chuuya co ty wygadujesz? Szef chce dla ciebie jak najlep...
Chłopak nie chciał tego słyszeć, dlatego szybko wcisnął czerwoną słuchawkę. Jednakże nie zamierzał tego tak zostawić. Postanowił iż następnego dnia porozmawia z bossem. Miałem nadzieję, że nie użyje do tego swojej siły. Dobrze wiedziałem jakby to się skończyło, gdyby użył swojej korupcji. Nie pisałem żadnych wiadomości, może dlatego że nawet by na nią nie odpowiedział. Cały czas myśli o tym wszystkim zakrzątały mu głowę. Byłem niczym jego bratnia dusza. Czułem i słyszałem każdą sentencję, widziałem jak kumulują się w nim uczucia, wręcz rozrywały go od środka. Nic nie mogłem zrobić, patrzyłem więc na to jak samotnie próbował dokonać wyboru. Czy to zrobi? Nie wiedział nikt.
C.D.N
Cześć! Witajcie po kilkumiesięcznej przerwie! Tyle się ostatnio działo, dostałam pracę (a raczej staż) i nie miałam czasu ani weny na pisanie. W końcu jednak zdołałam dokończyć to co kiedyś zaczęłam. Powiem wam, że powolnymi krokami zbliżamy się do dziesiątego rozdziału, który prawdopodobnie będzie ostatnim. No chyba że chcecie dalej czytać te moje wypociny. Mam nadzieję, że wkrótce wrócę do pisania. Oby tak było! A więc do następnego rozdziału Siberian Nights!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz