poniedziałek, 5 grudnia 2016

Zaginiony Horyzont I (Tsuzuku x Ryoga)

    Pierwsze promienie słońca zaczęły wpadać do mieszkania i oświetlać część pokoju. Chłopak leniwie się przeciągnął, wystawiając przy tym jedną nogę, a potem drugą. Zegarek wskazywał siódmą rano. Na zewnątrz było słychać już pierwszy warkot silnika jak i śpiew ptaków. Wkrótce potem doszły głośne rozmowy oraz śmiechy przechodniów. Wszystko to dawało poczucie melancholii u chłopaka, który odwróciwszy się na plecy, spoglądał w sufit. Ten gwar przypominał mu o jego rodzinnym mieście, rodzinie, którą musiał zostawić, bo tego właśnie chciał. Wszystko utracił z dnia na dzień bez możliwości powrotu. Dostawał listy najpierw od matki, byłej dziewczyny, a na końcu od jego młodszej siostry. Na żadne nie odpisywał. Pozostawił wszystko jak i dotychczasowe życie w tyle. Do tej pory szczęśliwy mając u boku ukochaną osobę, mieszkał z rodzicami i piętnastoletnią dziewczyną, którą wyzywał od smroda. W swoim mieście wszyscy go lubili, miał bardzo rozbudowane życie towarzyskie, więc nie mógł na nie narzekać. Co weekend zapraszano go na przeróżne domówki bądź imprezy w nocnych klubach. Teraz ogarniała go nicość. Prowadził samotny tryb życia i nie chciał zawierać nowych znajomości. Taki był, przyzwyczaił się do obskurnego pokoju, który wynajmował. Z ledwością pomieściło się tam łóżko, szafa, mały kredens oraz krzesło. Łazienkę dzielił z innymi współlokatorami, którzy niezbyt przyjaźnie byli nastawieni. To był margines społeczny, alkoholicy, ćpuni, a nawet byli więźniowie. Czarnowłosy korzystał z toalety, wtedy kiedy musiał, nie wychodził z pokoju bez potrzeby. Zwykle wychodził wczesnymi godzinami, a wracał późnymi, żeby nie natknąć się na żadnego z nich.
      Tego dnia miało być inaczej. Wyciągnął z szafy swój czarny plecak i spakował niezbędne rzeczy oraz swoje oszczędności. Nałożył bluzę i zakrył usta czarną chustą, na głowę zaś założył kaptur. Ostatni raz obejrzał pokój, w którym mieszkał ostatnie trzy miesiące, po czym opuścił pomieszczenie. Nie planował odejścia stąd. To przyszło tak nagle. Narastająca ochota podróżowania z miejsca na miejsce wydawała się być bardziej ekscytująca niż monotonne życie w jednej lokalizacji. Najpierw opuścił rodzinne miasto i bliskich, potem najbiedniejszą dzielnice w Tokio. Był niczym zamaskowany ninja i tak się czuł. Nikt nie zwracał na niego choćby najmniejszej uwagi. Każdy go wymijał jak pachołka. Mało brakowało, a ludzie po prostu by na niego wchodzili powodując czołowe zderzenie, parę przekleństw i wyminięcie.  Tsuzuku jednak był z tego rezultatu zadowolony. Nikt z nim nie rozmawiał, nie zaczepiał, mógł bez żadnych zastrzeżeń pokonywać długie trasy.
   Słońce zaczęło zachodzić za chmurami, przez co niebo gwałtownie pociemniało. Niby zegarek wskazywał dopiero dziesiątą. Chłopak szedł aż do granic już dwie godziny. Nastał lekki wiatr, a na ziemię zaczęły spadać pojedyncze krople deszczu. Jedynie przyśpieszył kroku, bo fakt faktem w pobliżu nie było żadnego schronienia. Jego szybki marsz, został zastąpiony truchtem ponieważ rozdeszczyło się i to na dobre. Tsuzuku nie myśląc o niczym innym biegł przed siebie, aż w końcu nieopodal zauważył kogoś idącego z parasolką. Resztkami sił zdołał dobiec do tej osoby na tyle blisko, że mógł krzyknąć w jego kierunku.

— Hej ty! - osoba przed nim w ogóle się nie odwróciła ani nie zatrzymała. — Stój!

     Złapał nieznajomego za ramię i go odwrócił w swoim kierunku. Mruknął speszony, kiedy zauważył, że chłopak ma w uszach słuchawki i nie słyszał jego wołania. Blondyn powoli ściągnął je z uszu i popatrzył na niego kilkakrotnie przy tym mrugając. Czarnowłosy wpatrywał się w niego jak w obrazek. Oczarował go jego wygląd. Blada twarz, na której nie było widać ani jednej zmarszczki, twarz bez skazy. Oczy miał ciemne, mógłby w nich utonąć, gdyby mógł. Młody nosił podobne ubrania do niego, czarne rurki, bluza tego samego koloru i bandana, która okrywała jego szyję. Na plecach widniał duży czarny plecak podróżny, który wyglądał na nieźle obładowany. Brunet dalej stał i patrzył na niego jak wryty.

—  Etto... - zaczął nowo poznany chłopak.

Oboje stali bezruchu na samym środku drogi podczas ulewy.

— P...przepraszam, ale pomyślałem, że mógłbym też się schronić pod twoją parasolką w taki deszcz. Tylko do najbliższego miejsca, gdzie mógłbym się ukryć - wydukał.

    Blondyn przez chwilę stał nic nie mówiąc, potem jednak zrobił dla niego miejsce pod parasolem. Okazało się, że on również pozostawił za sobą całe swoje dotychczasowe życie. Mówili na niego Ryoga, pracował w jednym z popularnych klubów dla młodzieży. Był w tym samym wieku co Tsuzuku, więc z łatwością nawiązywali rozmowę na różne tematy. Brunet mimo iż dalej był zapatrzony w swojego nowego towarzysza, czuł od niego lekką nutkę tajemniczości. Zwyczajny chłopak również podróżuje jak on w poszukiwaniu swojego nowego 'ja'. Oprócz podstawowych informacji Ryoga nie chciał nic o sobie dalej powiedzieć, co bardziej zaintrygowało drugiego.

— Masz powód dla którego wyruszyłeś w drogę tak jak ja?

—  Wiele słyszałem jak i czytałem o zaginionym horyzoncie. Chcę go odnaleźć.

    Ta odpowiedź wprawiła chłopaka w zdumienie. Nigdy nie słyszał o horyzoncie, który zniknął. Blondyn zaczął mu opowiadać, że było wiele domysłów na ten temat. Wielu ochotników próbowało go znaleźć, jednak bez skutecznie. Tacy ludzie zazwyczaj pozostawiali resztki swojej godności, bliskich, a nawet pracę. Po to, aby znaleźć tę utraconą granicę. Lecz poszukiwania poszły na marne, nie mieli do czego wracać. To co pozostawili zniknęło na zawsze. Plotki głosiły, że takie osoby nawet celowo zmieniały w urzędzie imiona i nazwiska, żeby posiadać tak zwaną czystą kartę. Inni zaś kończyli swój żywot zaraz po odkrytej porażce. Mina chłopaka wskazywała jego pewność siebie. Za wszelką cenę chciał to odnaleźć, jego towarzysza zastanawiało co będzie potem. Co będzie jak znajdzie ten nieboskłon? Zostanie bogaty? Popełni samobójstwo? Czarnowłosy postanowił mu pomóc na co drugi ochoczo przytaknął głową.

—  Czyli zaginiony horyzont to coś, co każdy próbował znaleźć...ale dalej nie wiem co to jest. Czy to miejsce, gdzie zachodzi słońce?

—  Nie nie. Do końca nie wiadomo co to jest, dlatego każdy wyruszał w poszukiwania, aby przekonać się czym jest.  Czy to jakiś byt, który można złapać w ręce, czy może faktycznie linia, za którą zachodzi słońce.

    Szli dalej przed siebie, na szczęście deszcz powoli ustępował, a na niebie zaczęły pojawiać się przejaśnienia. W powietrzu można było wyczuć zapach, który zwykle towarzyszył temu zjawisku. Nastało popołudnie, a ta dwójka dalej wędrowała przed siebie. Byli już daleko za granicami stolicy, krajobraz diametralnie uległ zmianie. Wokół nich rozprzestrzeniał się teren wyżynny, a nieopodal było widać już góry. Przez te tereny jeździło mało samochodów, czego skutkiem były puste ulice. Ryoga momentalnie przyśpieszył i zaczął biegać po całej szerokości jezdni. Zaskoczenie drugiego było niemal nie do opisania po tym, jak zobaczył co on wyprawia. Chłopak wyciągnął w jego stronę jedną rękę i pomachał nią, aby szybko do niego dołączył. Jego twarz również uległa zmianie. Pojawił się szeroki uśmiech, przy czym również lekko pogwizdywał. Brunet nie miał nic do stracenia, więc do niego dołączył. Chciał go jak najlepiej poznać ponieważ kolega wpadł mu w oko, pomimo że to było pierwsze ich spotkanie. Nigdy nie czuł czegoś takiego wcześniej. Nawet jego ex nie dawała mu takiego uczucia jak on. Wykonywał wszystko co on, poznał tak zwanego towarzysza marzeń i chciał być z nim do samego końca podróży. Smucił go jedynie fakt, że kiedyś nastąpi koniec i może więcej go nie zobaczyć. Ryo jednak zauważył jego zmieszanie i smutek.

—  Wyczuwam w tobie zawód, jednak nie wiem o co chodzi. Myślisz, że źle zrobiłeś odchodząc?

—  Nic z tych rzeczy. Czasem nachodzą mnie myśli typu "co będzie" i zastanawiam się co będzie, gdy nie znajdziemy tego horyzontu? Wiedz, że pomimo krótkiej znajomości bardzo cię polubiłem. Wyglądasz na dość otwartą osobę.

—  Zapewne znikniemy tak jak inni. Nie będzie nas, wszyscy zapewne o nas zapomną. To całkiem naturalne. Ja otwarty? Nie tak bardzo jak ci się wydaje. Są takie momenty, kiedy lubię poznawać wszystko co nowe, lecz też jest tak, że siedzę cicho i jestem zamknięty w sobie. Też cię polubiłem, jeszcze nie poznałem tak zdumiewająco ciekawej osoby.

   Na twarzy chłopaka zagościł szeroki uśmiech. Przez kolejne kilka godzin chodzili i wygłupiali, do momentu, aż nastała noc. Okazało się, że jeden z nich miał ze sobą namiot, więc czym prędzej go rozbili. Tsuzuku leżał obok śpiącego blondyna i obserwował jego spokojny sen. Nagle  nabrał ochoty do dotknięcia go lub pogłaskania, dlatego niepostrzeżenie usiadł koło śpiącego. Wyciągnął rękę w jego kierunku i delikatnie pogładził go po włosach. Kiedy się nad nim pochylił by dotknąć jego ust swoimi, chłopak  mruknął i otworzył gwałtownie oczy. Oboje patrzyli na siebie w szoku oraz zaskoczeniu, a na ich policzkach było widać lekkie wypieki.

C.D.N

Akię zaczyna z czystą kartą! Ten rozdział wyszedł  wygląda niczym powieść wyjęta z książki Murakamiego, hehe. Stwierdziłam też, że będą to opowiadania góra 2 - 3 częściowe, a nawet one shoty tak jak chciałam od początku. Niektóre będą właśnie kilku częściowe ponieważ fabuła jest tak obszerna, że nie da się skończyć w jednym. Mam nadzieję, że te wypociny jakoś się wam spodobają, bo wyszedł mi inny rezultat niż oczekiwałam. Do następnego~! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz